conan

Zrobię to kiedyś, panie Conanie

Od dzieciństwa uwielbiałem fantasy. Jak większość chłopców, których tężyzna fizyczna nakazywała mieć w domu trzy piłki nożne. Wychodząc na podwórko zawsze potrzebowałem trzech. Rzucałem je na trawę i koledzy z klatki obok kopali piłki a nie mnie.

Czasy były wtedy trudne. Książki fantasy można było zdobyć tylko w bibliotece. Władcę Pierścieni miało kilka osób, a w kinie królowała Niekończąca się historia. Kolega z klasy twierdził, że jego wujek ma na video Conana Barbarzyńcę, ale tylko w połowie, bo film został dograny do dwóch pierwszych części Akademii Policyjnej i się urywa.

Plakaty, zdjęcia i postery mieli tylko ci, których krewni siedzieli w Niemczech i przywozili im Bravi albo w kiosku. To zapewniało prenumeratę Razem lub Dziennika Ludowego.

I prawdę mówiąc nie pamiętam, jak mi się to udało. Kiedy dowiedziałem się, że do wspomnianego Razem dołączono plakat przedstawiający Conana Barbarzyńcę, kupiłem trzy egzemplarze. Mogło się przecież zdarzyć, że kumple z klatki obok wpadną na moje imieniny czy urodziny i zaczną sobie wybierać prezenty. Robili tak co roku, a ten plakat mógł budzić pożądanie bo oprócz herosa była tam kobieta. Prawdopodobnie szykująca się do kąpieli.

Kochałem Conana nie tylko dla tego, że zawsze bezbłędnie oceniał, co spalić, a co wziąć gwałtem i nigdy mu się to nie pomyliło. Nie z tej także przyczyny, że zawsze otaczały go nie głowy, a czerepy, nie szklanki, a kielichy. I nie panie od geografii wreszcie, lecz księżniczki, które przez oszczędność ubierały się w firanki. bo przecież żal byłoby, gdyby porywczy Conan podarł kolejny sweter z angory.

Kochałem go jak pensjonarka, bo zawsze dostawał, to czego chciał, a ja nigdy nie potrafiłem u rodziców wybłagać zestawu Lego.

Argument że proste, drewniane klocki bardziej rozwijają wyobraźnię, jakoś mnie nie przekonywał. Tym bardziej, że dostałem ich tylko cztery.

Ok, jeden był czerwony, więc zawsze mogłem wyobrazić sobie, że to Winnetou, ale przez to w każdej z moich zabaw trzej kowboje wygrywali. A to było nie do zniesienia.

Plakat powiesiłem od razu, na ścianie nad łóżkiem i zdjąłem go dopiero pod koniec ósmej klasy, kiedy moja wyimaginowana dziewczyna pokazując półnagą blondynkę obok Conana, zapytała: „Czyli wolałabyś, żebym przefarbowała włosy, tak?” Wolałem uniknąć kłótni. Powiesiłem zamiast Conana i Valerii, plakat George’a Micheala, ale w duchu wciąż marzyłem o tym, że kiedyś moje marzenia fantasy się ziszczą.

Nie mógłbym oczywiście pojechać na koniu na lodem skute bezludzie, bo po pierwsze, nie miałem pieniędzy na trzy konie, a pod drugie, przeziębiałem się nawet wtedy, gdy w lipcu przez nieuwagę wyszedłem bez szalika. Nie potrafiłbym także splądrować żadnej wioski, bo widok psów na łańcuchu zawsze rozczula mnie do łez, a trudno się plądruje płacząc. Nie najlepiej się również czuję w towarzystwie kobiet. Szczególnie tych przykutych łańcuchami do ściany jaskini.

Wierzę jednak, że któregoś dnia kiedyś odważę.

Wyjdę na plażę w samych bokserkach w panterkę i stanę wyprostowany, przodem do wszystkich tych ludzi leżących za parawanem. I będę na nich patrzył, jak Conan, jak Legolas, jak Tyrion Lannister. Wytrzymam te wszystkie spojrzenia. I nikt mnie nie kopnie. No przynajmniej do czasu, gdy chłopaki z klatki obok nie wyjdą z morza.



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Zrobię to kiedyś, panie Conanie' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl