Screen Shot 2017-10-28 at 20.37.42

Wychowanie dzieci to przekleństwo.

Wychowanie dzieci to przekleństwo. Poważnie. Każdy, kto twierdzi inaczej powinien teraz powiedzieć głośno słowo Mars. Tylko od końca. Dzieci w ramach żartu proszą nas o to bardzo często. Szczególnie te, które chodzą już do szkoły podstawowej. Jak się wówczas zachować? Powiedzieć to, czy też zarzucić młokosowi czy młodej damie, ze nie zna nazw tak wielu innych planet. Bo co z Jowiszem, Wenus, Saturnem, czy Plutonem? No dobrze, to ja powiem to, co chcesz a ty teraz przeliteruj Pluton. Ale wiesz, tam i z powrotem. Prosząc o to, zachowamy się oczywiście niestosownie, bo słowo „nutolp” nie budzi przecież żadnych emocji. A dzieci są sprytne. Wiedzą, że tylko „kura przez w” jest śmieszna. Zajęło mi to chwilę nim się zorientowałem, że wcale nie chodzi o „wurę”, a nasza córka pokładała się ze śmiechu.

Psychologowie zapytani o to, co robić w takich sytuacjach, mówią, żeby nie zwracać uwagi. Dzieci robią to właśnie w tym celu. Shit! Przepraszam wyrwało mi się. Tak, jak niekiedy wyrywa się Hance. Skończyła siedem lat i powinniśmy być z niej dumni. Im szybciej pozna język angielski tym lepiej. Piękna języka polskiego uczymy ją jednak od dawna. Czytamy z nią Brzechwę, Tuwima i Chotomską. Jak więc radzić sobie z „wurą”? Sam przecież to dobrze pamiętam. Byłem w czwartej A uczniem wzorowym, a przecież na przerwie podszedł do mnie niejaki „Szwejk”. Mały łobuz, dziecko nadpobudliwe, dzisiaj powiedzielibyśmy ofiara patologii w rodzinie. Podszedł do mnie i kazał mi powtórzyć kilka niecenzuralnych słów. Staliśmy w otoczeniu innych chłopaków i czułem się dość podle, bo nie potrafiłem. Przylgnęła do mnie etykieta „lalusia’.

Myślę o tym z rozrzewnieniem, gdy dzisiaj rozmawiam z kolegami o pracy. Nawet „Szwejk” czułby się w trakcie tych rozmów zakłopotany. Reagować więc czy pozwolić im na kreatywność? Znam dobrze tę książkę Rusinka. „Jak przeklinać. Poradnik dla dzieci”, a jednak się gubię. I nie ja tylko, bo przeczytałem wczoraj obszerną korespondencję, jaką droga mejlową wymienili między sobą rodzice dzieci z naszej klasy.

Czasami próbujemy to odczarować. Wytłumaczyć Małej, że „cholera” to taka choroba, a szlachta w dawnej Polsce miała fantazję i pewną ozdobę przy pasie otaczającym ozdobny surdut nazwała dosyć zabawnie. Wszystkie słowa mają swoje znaczenie. Prawdziwy problem zaczyna się jednak wtedy, gdy używa się ich by kogoś zranić. Dlatego zawsze bardzo uważam czytając wieczorami o przygodach doktora Dollitle czy tajemnicach pewnego ogrodu w wiktoriańskiej Anglii. Słowa mogą zaboleć. I może to jest rozwiązanie. Wychowanie dzieci ma znaczenie. Uczmy je znaczeń. Bo w ich głowach nawet słowo „sprzątaczka” może przeobrazić się w obelgę. A tego, odkurzając co sobota zaśmiecony papierowymi ścinkami pokój, chyba bym nie zniósł.



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Wychowanie dzieci to przekleństwo.' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl