kurki

To nie jest tekst o rewolucji.

Myślałem ostatnio o tym, dlaczego wycina się w Polsce drzewa? Szczególnie te stojące w dużych grupach, manifestujące swoją niezależność i dobrze znające swoje korzenie czyli lasy. Niepokoi mnie to, bo zagajniki, gąszcze i knieje zawsze lubiłem. One również nigdy nie miały wobec mnie wrogich zamiarów, bo czasem udało mi się w ich cieniu znaleźć prawdziwka czy zobaczyć sarnę. Dlaczego się je likwiduje?

Nie o kornika przecież chodzi. Co za różnica czy świerki albo dęby zje jakiś uzbrojony w chitynowy pancerzyk drukarz, czy zetnie je piła? Dla puszczy żadna. Tyle, że z pasożytami radziła sobie przez tysiące lat. Dzięki ich pracy i powalonym przez nie drzewom rosła. Odtworzyć ściółkę i grzybnię z papierosów i opróżnionych butelek po piwie będzie trudniej. A zakładam, że drwale mają też kanapki w folii i szprotki w puszce.

Czy drewno pochodzące z puszczy potrzebne jest rządzącym do produkcji papieru? W czasach, w których nie drukuje się gazet, bo politycy obrażają się wzajemnie na Twitterze? Papier jest zbyteczny. Kolejne lektury wycofuje się ze szkół, a te, które pozostały wystarczy znać we fragmentach. Proszę zwrócić uwagę na to, że 800 milionów pożyczki od Skarbu Państwa dostała telewizja publiczna, a nie Biblioteka Narodowa. To nie papieru dziś pożądamy.

Nie o tereny dla developerów także chodzi. Nikt normalny nie chciałby przecież siedzieć na swoim balkonie naprzeciwko przykutych do jesionu ekologów lub, jak twierdzą niektórzy, ekoterrorystów. Nie da się spokojnie wypić porannego espresso, gdy ktoś rzuca w nas żołędziami. A jeździć do pracy z wojskową czy policyjną eskortą? W szpalerze manifestujących brodaczy i rusałek z Greenpeace. Nie, dziękujemy bardzo. Za żadne pieniądze.

Szukajmy dalej. Do czego politykom potrzebne są wykarczowane tereny? Nowych pól uprawnych chyba nikt nie oczekuje. Może poza kilkoma rodzinami, które pokłóciły się z panią z warzywniaka i tęsknią za ogórkową z ziemniakami. W to, że rząd postanowił wesprzeć cyklistów i wegetarian nikt nie uwierzy. Pomimo krytyki ze strony jednego z naszych ministrów, oni wciąż promują odnawialne źródła energii i zwalczają wszelkie przejawy religii.

Dlaczego więc wycina się nam puszczę? W Biblii jest napisane, że człowiek ma prawo eksploatować ziemię. Jesteśmy narodem Biblię cytującym i często się słyszy o tym, że pierwszą parą był Adam i Ewa, a nie dwóch Adamów. Tak. O ile jednak pamiętam, to Raj nie był wybetonowanym boiskiem do koszykówki. Narody pustynne marzyły o zieleni, cieniu oraz o tym, by ktoś wreszcie wynalazł saturator. Porzućmy więc i ten trop. Religijny.

Jak mawiał Sherlock Holmes, gdy wyeliminuje się to, co jest niemożliwe, reszta musi być prawdą. Pozostaje więc jedno rozwiązanie.

Partyzantka. Nasilające się manifestacje, coraz liczniejsze głosy sprzeciwu. Kordony sił porządkowych na Krakowskim Przedmieściu. Zakorzeniona wśród inteligencji tradycja powstań narodowych. A jeśli opozycja znowu przejdzie do podziemia? Lepiej, żeby nie mieli, gdzie bezpiecznie się schować. Na przykład wśród zaprzyjaźnionych i podobnych do nich drzew.

Kto wie może wciąż tam są ziemianki? Albo leży gdzieś przykryty liśćmi akordeon. Zaczną rozpalać ogniska i mruczeć te swoje partyzanckie murmurando. Towarzystwo skupione w lesie wokół jakiegoś charyzmatycznego akordeonisty potrafi być nieznośne. Szczególnie jeśli ma poglądy inne niż ci, którzy sprawują akurat władzę. Ale tu się zatrzymajmy, bo nie miał to być przecież tekst o rewolucji.



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'To nie jest tekst o rewolucji.' masz 2 komentarzy

  1. 11 sierpnia 2017 @ 5:18 pm Ola

    Tekst podobalby mi sie bardzo, a nawet bardzo bardzo, gdyby nie to, ze wkurza mnie to, ze w ogole musial powstac. Ide ze zlosci zasadzic jakies drzewko :-/

    Reply

    • 12 sierpnia 2017 @ 6:30 am Misiek

      To znakomity pomysł. Z tym drzewkiem. Posadźcie więcej. U Was. Tam będziemy sie chować.

      Reply


Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl