hania

Owsianka z dreszczykiem

„To teraz mi powiedz”, mówi Hanka z łyżeczką owsianki w rączce. Łyżeczka zatrzymała się w połowie drogi, niczym pociąg relacji Grodzisk Mazowiecki – Warszawa. No, to trochę postoimy, myślę, a jednocześnie staram się popchnąć delikatnie łyżeczkę w stronę jej ust. Łyżeczka nie rusza się ani o milimetr, a dziecko ze wzrokiem utkwionym w miejsce, które oprócz niej widzą tylko koty, mówi dalej. „Taki na przykład niewidomy.” – acha, no to postoimy w tym polu dłużej – „Siedzi sobie przy biurku i pisze list, prawda?” Przestaje popychać łyżeczkę, bo słyszę, że problem jest duży, więc i tak do szkoły będziemy biec. Biec bardzo, bardzo szybko. „No siedzi i pisze”. Powtarzam dla zasady. A ona ku mojej rozpaczy zaczyna bawić się w Hitchcocka. Buduje napięcie. „Pisze list do kogoś, kogo dawno nie widział, list jest długi. Na takich kartkach z dużego notesu. Bez linijek”. Wizja zatacza coraz szersze kręgi, owsianka stygnie, a ja zastanawiam się, czy ta ogromna kałuża w parku przez noc zmieniła się w jezioro i czy ją bez łódki przepłyniemy. Nie chcę jednak Alfredowi robić przykrości, więc przyznaję: „Mogło się tak zdarzyć”

„No i nagle,”, – mówi mistrz suspensu z błyskiem w oku, – „ktoś temu niewidomemu przerywa”.

Już wiem, pójdziemy z drugiej strony. Przy fontannie będzie przejść łatwej. „I woła go z drugiego pokoju, Darek, przyjdź tu na chwilę, bo coś tam, coś tam, nie wiem”. Na przyszłość muszę pamiętać. Nie kraść jej owsianki, kiedy coś opowiada. Trudno jest powstrzymać śmiech, kiedy wpakowało się akurat do ust dwie łyżki. „Niewidomy wstaje i idzie do tamtego pokoju”. Niedobrze, siódma dwadzieścia osiem, a ja zaczynam to sobie wyobrażać. Meblować tamto mieszkanie. Zastanawiać, kto Darka zawołał i po co. Historia mnie naprawdę wciągnęła. „Niewidomy tam idzie, prawda?” „Tak, tak, powiedz wreszcie, co było dalej!” – błagam zrozpaczony. „To teraz mi powiedz. Jak on wróci do tego listu, to skąd będzie wiedział, gdzie skończył pisać?” Przewróciłem się w kałużę przy tej fontannie. Bo jednak tam była. A Hania, stała nade mną i zagapiona w noski kaloszy, chlapała wodą na wszystkie strony. „No bo wiesz, tak jak mówiłam, tam w tym notesie, nie było linijek”


Tagi: , ,


Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Owsianka z dreszczykiem' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl