prasa

Rozdział, w którym przeczytacie m.in. i o tym, jak Jego Wysokość Hard Rock posiadł w pałacowych stajniach nieletnią i dał życie Bękartom.

Sex and drugs and rock’n’roll. Trzy pozornie proste słowa, a zestawione razem  jakąż mają siłę? Ilu ludzi zaprowadziły na samo dno piekła i dla ilu codziennie otwierają bramy hedonistycznego raju? Te słowa towarzyszą mi blisko trzydzieści lat, ale opanowały świat dwie dekady przed tym, zanim pierwszy raz w swoim życiu zobaczyłem pielęgniarkę. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że od ostatniego przełomowego wydarzenia w muzyce, jakim były narodziny grunge’u, dzieli nas mniej więcej tyle samo czasu, ile upłynęło od końca drugiej wojny światowej do debiutu The Beatles?  Szacowny jubilat, Miłościwie Nam Panujący Rock ma ponad pół wieku. Zawsze starałem się być jego lojalnym sługą i często siedząc sobie w królewskiej kuchni i wyłuskując kolejne płyty z folii i kopert, bo czasy mamy takie, że większość z nich zamawiam pocztą, dokonywałem swoich prywatnych podsumowań. Ta strona to próba ich zapisania.

Dziesięć lat temu w moim menu pojawiały się przede wszystkim skomplikowane  dania przygotowane przez mistrzów rocka progresywnego, obecnie żyję dzięki mniej wyszukanym, choć bardzo treściwym przekąskom z szeroko rozumianego punka. Trudno się temu dziwić. Dekadę wcześniej chciałem być po prostu odrobinę starszy, a obecnie zrobiłbym wszystko, by tych paru zbyt szybko minionych lat się pozbyć. Rock progresywny i punk. Kuchnia klasyczna i romantyczna. Czy istnieje inna alternatywa? Jeśli zostawimy na chwilę metaforykę kulinarną, a przyjrzymy się bliżej historii muzyki nagrywanej od połowy lat pięćdziesiątych, to dostrzeżemy, że rozwijała się ona dzięki ścieraniu się dwóch sił. Pojawiających się na przemian i nawzajem się zwalczających dwóch i chyba tylko dwóch trendów. Ying i yang. Tego, co białe i tego, co czarne i nie chodzi tu kompletnie o kolor skóry. Pamiętacie ze szkoły, jak to było w literaturze? Przypomnijmy szybko: klasyczna epoka imperium rzymskiego, barbarzyńskie średniowiecze, racjonalny renesans, oniryczny barok, rzeczowe i poważne oświecenie i uduchowiony romantyzm, po którym nadszedł ustatkowany pozytywizm, a po nim rozegzaltowana moderna. Black and white. Klasyczne i romantyczne. Bez zaburzeń rytmu. Na zmianę. Czy w historii muzyki było inaczej? Grzeczne lata pięćdziesiąte i setki hitów mówiących o tym, jak cudownie jest trzymać się za rękę,  po nich szalona i naga psychodelia, podróże wewnątrz siebie oraz trochę dalej (czyli na Marsa), następnie: rozkwit rocka progresywnego zapewniającego wiele uniesień intelektualnych, bo wyznaczał go z jednej strony jazz a z drugiej – erudycyjne teksty i walczący z nim prymitywny, zwierzęcy punk oparty na trzech akordach oraz prostym, odmienianym we wszystkich przypadkach, słowie zaczynającym się na F. Co było potem? Znów: miłe dla ucha i słodkie brzmienia lat osiemdziesiątych przerwane przez wspomniany już brutalny i pierwotny grunge. Oczywiście to duże uproszczenie. W laboratoriach psychodelii wyrosłych w ojczyźnie przodków doktora Frankensteina zamiast zdrowych progresywynych niemowląt rodziły się dzieci Krautrocka, Jego Wysokość Hard Rock posiadł w pałacowych stajniach nieletnią Lady Punk i dał życie bardzo głośnym Bękartom ochrzczonym przydomkiem Heavy, a żaden ze wspomnianych rewolucyjnych wstrząsów, podczas których spadały głowy Gigantów, nie pozbawił jurnej potencji czarującego Skrzata wabiącego dziewice folkowymi sztuczkami pokazywanymi przy pomocy między innymi fletu.

Postaram się przybliżyć tutaj mniej znane fakty z historii wymienionych powyżej dynastii. Zrobię wszystko by było dużo sexu, by nie zabrakło drugów, ale przede wszystkim… niech stanie się rock!!



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Rozdział, w którym przeczytacie m.in. i o tym, jak Jego Wysokość Hard Rock posiadł w pałacowych stajniach nieletnią i dał życie Bękartom.' masz 1 komentarz

  1. 5 sierpnia 2012 @ 5:57 pm Misiek

    It’s great to hear it, but are you sure, you know polish language? 🙂

    Reply


Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl