misiek

Leń patentowany, księciunio! Łóżka nawet nie pościelił!

Pokłóciłem się dzisiaj rano. Nie, nie, nic poważnego. Mam nadzieję. Chociaż nie odzywamy się do siebie do tej pory czyli dosyć długo. A poszło o głupstwo. Jak zazwyczaj. Obudziłem się i poczułem ogromną ochotę na rosół. Mus, konieczność, żadnych wymówek. Ale nie! Jaśnie panu się nie chce. Trzeba by przecież wstać, wsiąść w tramwaj, pojechać pod halę, a potem dźwigać to wszystko z powrotem. Jakie wszystko? Pytam. Kilka marchewek, pietruszki, seler, mala cebulka dla koloru. I kawałek mięsa. Kawałek! Krzyczy na mnie wzburzony. Ale jakiego? Kurczak? Wołowina? Ćwiartka, udka, rosołowe? I jeszcze te baby w kolejkach. A od kiedy to królewiczowi przeszkadzają baby? No i się zaczęło! Szkoda słów. Jatka! I tak siedzimy sobie po cichutku. Rosół w garnku jedynie parkocze. Bo przecież ja poszedłem, ja kupiłem, ja przyniosłem. Palcem nawet przy obieraniu warzyw nie kiwnął. Ale jeść to będzie. I o dokładkę poprosi. Może wtedy się nawet odezwie. Leń patentowany, księciunio! Łóżka nawet nie pościelił i jak wróci Ania, to się nam dostanie. Babcia, miała rację. Skaranie boskie z tym chłopakiem.



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Leń patentowany, księciunio! Łóżka nawet nie pościelił!' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl