Łapać niedźwiedzie na lasso miodu

Trzeba zacząć oddychać zdaniami, których nikt nie zamówił i poświęcić więcej czasu łapaniu niedźwiedzi na lasso miodu. Kończę właśnie trzy ostatnie projekty i rzezam sznurowadła w butach tego złego przyzwyczajenia, które od lat trzyma mnie w reklamie. Niech ryjem w rymianek runie i turla się w ostach i pokrzywach. Już wkrótce będę hasał sobie boso. I cóż, że prawdopodbnie dosłownie? Zasłużyłem na pewno na trochę hasania. A kiedy piszę „trochę” to myślę nie mniej nie więcej, ale o pięciu dekadach



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Łapać niedźwiedzie na lasso miodu' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl