mgla

Jeśli rozmawiać o smogu, to tylko przy choince.

 Miałem przyjemność tuż przed Świętami kupować choinkę. Mówię: przyjemność, chociaż fakt ten wskazuje na to, że nie jestem już dzieckiem. W liście do Świętego Mikołaja napisałem wprawdzie, jak co roku „resoraki, najlepiej bardzo dużo”, ale i tak wiedziałem, że dostanę katalog Matchboxa z podkreślonymi czerwonym flamaster cenami.

Poszedłem więc po to drzewko na zorganizowany po sąsiedzku bazarek. Pora była grudniowa, więc choinki stały w błocie podobnie jak przemiły pan, który jakoś je zdobył. „Czem mogę służyć sianownemu Panu?” Zapytał i uśmiechnął się jak lis chociaż jego uzębienie wskazywało raczej na to, że miał w rodzinie bobry. Wyjaśniłem. „Akurat mam kilka na sztanie” – mrugnął porozumiewawczo i szerokim gestem wskazały las poprzewracanych drzewek. Błoto pod stopami zaczęło niebezpiecznie posykiwać, a na jego powierzchni pojawiła się sugestia kilku żab. Trzeba się śpieszyć. „No a ta, nawet ładna!” Mówię chwytając się pierwszej z brzegu. Jak brzytwy. „Wszpaniała”. Lis handlem zajmował się od dawna i wiedział, że to raczej klient powinien zachwalać towar. Był więc w dzieleniu się swoją opinią oszczędny. „Proszę mi tylko powiedzieć, to jest jodła czy świerk?” „A jaką sianowny pan życzy?” „Jodłę, podobno miej się sypie” „No to ma pan jodłę”. Wypaliło lisisko bez chwili wahania. I zaczęło wybrane przeze mnie drzewko pakować. We wnyki jakieś i sidła.

A przypomniała mi się ta historia nie dlatego, że w niedzielę wystawiłem sypiącą się choinkę pod śmietnik. I to bez żalu. To była zemsta za te resoraki. Myślę o niej od chwili, gdy pojawiły się pierwsze alarmujące informacje o smogu nad Warszawą. Bo sami Państwo powiedzcie. Życzycie sobie, żeby ten smog był? Czy raczej żeby go nie było? Acha! No to proszę bardzo!



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Jeśli rozmawiać o smogu, to tylko przy choince.' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl