IMG_8351

Dlaczego rzeczy zazwyczaj nie mówią?

Wiecie dlaczego rzeczy nie mówią? To znaczy mówią rzadko, bo wczoraj wieczorem na przykład rozpocząłem ciekawą rozmowę z pewną tubką pasty do zębów na temat jej kontaktów z ojcem. Niestety, nieopatrznie wymieniłem imię Elektry i po tym więcej się z niej nie dało wycisnąć. Otóż, rzeczom odebrano zdolność mowy, byśmy nie musieli nieustannie słyszeć ich narzekań. Weźmy taki choćby, klasyczny czajnik. Gdyby mówił, to przecież kilka razy dziennie słyszelibyśmy: „Oj! Ała!, Kurczę. O rany! No nie bez jaj, to jednak parzy!”. Czy umieścilibyście jakiekolwiek bliskie nam stworzenie nad żywym ogniem? Prawdopodobnie wrzeszczałoby głośniej niż ten kolorowy tłum zgromadzony ostatnio na Paradzie Równości. A czajnik bidula? Słowa skargi nikomu nie powie, chociaż się w nim przecież wszystko gotuje! Albo takie pranie. Ten wrzask pojedynczej skarpetki, której partner zaginął w bębnie pralki, niczym bagaż na lotnisku we Frankfurcie. Czy pomyśleliście kiedyś, co czują te wszystkie białe ręczniki, które parkoczą we wrzątku dłużej niż ryż w przeciętnej knajpie z chińskim żarciem.

Rzeczom odebrano głos, byśmy mogli spokojnie wyprać granatową koszulkę z siłowni z białymi stringami od „Victorii Secret”. To skuteczniej od kawy podnosi ciśnienie. Bez tego typu wrażeń sąsiedzi nigdy nie dowiedzieliby się jak zręcznie nasza dziewczyna czy żona porusza się po niekończącej się skali przekleństw. Obdarzone głosem przedmioty narzekałyby bez przerwy. Są przez nas poniżane i maltretowane. Założę się, że rozciągając frotkę do włosów nie myślicie o tym, że ją to może boleć. A potem pakujecie jej warkoczyk włosów do buzi. A proszę sobie wyobrazić tylko, co czuję papieros pod koniec jego krótkiego życia. „Ej naprawdę? Lubisz to robić? Tak bam, bam, bam, czyjąś głową o podłogę?” Trudno się dziwić temu, że nikt inny nie pali się do ich roboty. Albo dajmy na to takie karty kredytowe. Czy wytrzymalibyście długo, gdybyście codziennie słyszeli to ciągłe „piip, piip, piip”. Zapewniam, ze nie. I to za żadne pieniądze.

Spytałem ostatnio moją dziewczynę o to, co robimy z naszymi wakacjami. Bez słowa podeszła do stojącego w rogu pokoju globusa. Zaczęła bez słowa wodzić po nim palcami, trwało to dosyć długo. Aż wreszcie gdy globus wydyszał przez zaciśnięte zęby „Jeszcze jedno kółko i naprawdę zwymiotuję” zlitowałem się nad nim. Ok, wykrzyknąłem. Mam to! No i pakujemy się właśnie do podróży dookoła świata. Staram się rozmawiać ze wszystkim, chociaż niekiedy przez to dzieci w parku zaczynają we mnie rzucać szyszkami. Proszę mi jednak uwierzyć, że ta akurat ławka wyglądała na totalnie zagubioną. Czy mogę coś dla pani zrobić? Proszę mi wybaczyć, ale chyba zdecydowanie potrzebuje pani oparcia. „Daj spokój” odpowiedział stojący obok buk. „Zakochała się cztery lata temu w pewnej parze, dała sobie nawet wyciąć taki tatuaż z sercem, ale ona musiała się przenieść. O ile mi wiadomo na Wolę”. Od tamtej pory nic już ławce tej nie siedzi.

Rzeczy. Ileż to wspomnień? Ile przegadanych nocy. Jakiż to niewykorzystany potencjał! Pamiętam, jak kiedyś Hanka zapytała mnie przy śniadaniu, a jedliśmy jak zwykle coś wyjątkowo niezdrowego, czym wolałbym być? Długopisem z gumką czy bez gumki? Oczywiście, że bez niej. Gumki są po to, by zmazywać wszystko to, co zostało już kiedyś powiedziane. A tego nawet zeszytowi w taką śmieszną, ukośną linię, Hanka jest leworęczna i ma takie zeszyty, jednak robić nie wolno. Bo nawet rzeczy mają uczucia. Zawsze przynajmniej w to święcie wierzyłem.


Tagi: , ,


Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Dlaczego rzeczy zazwyczaj nie mówią?' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl