skryba

Dawno dawno temu zacząłem pisać powieść. Nie wiem, czy dobrą, ale bardzo jej początek lubiłem, a zaczynała się właśnie tak.

– Osiem tysięcy na rękę – powiedział cicho.

BUM! – dwie muchy pląsające wokół obsranej, wiszącej pod sufitem żarówki, zderzyły się z wrażenia! Młokos jest odważny albo głupi. Być może jedno i drugie!

– Siedem trzysta – poprawił młokos, tak jakby rozumiał, co myślą muchy – i ani razu nie wyjdę przed siódmą.

I tu przesadził. Bo nie mówił do much, ani do obsranej żarówki. Mówił do Szefa, a Szefowi nie mówi się takich rzeczy. „Nie wyjdę przed siódmą” nie powinno zabrzmieć w tym pokoju, nawet gdyby Szefa nie było, a on tam przecież siedział. To prawda, był schowany za wielką stertą papierów i udawał, że jest czymś bardzo zajęty, ale był Szefem i mógł chowając się udawać cokolwiek lub udając chować się, gdzie chciał. Szefowi, bez względu na jego fanaberie, należy się szacunek!

– Siedem trzysta? – odezwała się sterta pożołkłych papierów i pufnęła kurzem prosto w nos młodego nieszczęśnika – i nigdy nie wyjdziesz przed siódmą – upewniła się jeszcze.

Gdyby młokos go widział zauważyłby pewnie, że Szef zdejmuje okulary. A te zazwyczaj zdejmuje się przed walką. Prawda jest zresztą taka, że Szef przez wspomniane okulary niewiele widział. Ich szkiełka były bowiem całkowicie… cóż, latem much było mnóstwo i nie wszystkim odpowiadała rozgrzana do czerwoności żarowka klozetowa.

Szef zdjął okulary, oparł dłonie o biurko i pochylił się w stronę młokosa. Jego cień, wędrujący w górę po ścianie, muchy po prostu uwielbiały. Jedna z nich znała nawet tytuł filmu, z którego efekt ten pochodził, lecz nigdy nie potrafiła skupić na sobie uwagi pozostałych, by się z nimi tą wiedzą podzielić. Muchy wstrzymały oddech.

– To jest urząd…

– Sześć!

– …a w urzędzie pracujemy nie dla siebie…

– Pięć pięćset!

– … potrzebujemy od naszych pracowników, dokładnie tylu wyrzeczeń…

– Pięć!

– …ile trosk przynoszą nam mieszkańcy…

– Cztery dwieście?

-… dlatego nikt tu nie wychodzi…

– Cztery.

– …zanim wszystkie troski nie znajdą ukojenia.

– Trzy tysiące osiemset. Ok, trzy… – poprawił się młokos, a było to najcichsze „trzy”, jakie kiedykolwiek ktoś w tym pokoju powiedział. Słysząc je muchy wróciły do robienia ósemek i szukania wolnego miejsca na okularach. Kibicowanie jakiejkolwiek ze stron nie miało sensu. Szef wyrzucał z siebie słowa szybciej niż Raid – kolejne porcje z aerozolu a upajał się swoim zwycięstwem niczym kundel wiszący na nogawce listononosza

– Trzy? A po co takiemu młodemu człowiekowi, w mieście takim jak nasze, dwa i pół tysiąca pensji?

– Dobrze płatna. Tak było w ogłoszeniu!

– Narkotyki? Dziewczynki? Alkohoool?

BZZZ! BZZZ! BZZZ! Muchy do tego stopnia straciły serce do rozmowy, że postanowiły ją zagłuszyć!

– Dwa sto! – usłyszały jeszcze, zanim zawarkotały niczym helikoptery z odlatującymi dziennikarzami. – Błagam za chwilę ucieknie mi ostatni pociąg!

– Niech będzie moja strata. Tysiąc czterysta plus zwrot kosztów za stancję, jaką wynajmiesz u mojej matki!

Drżąca dłoń młokosa zginęła na chwilę w pulchnej jak rosnący w piecyku bochenek dłoni Szefa .

– To co? Szósta trzydzieści w poniedziałek – usłyszał jeszcze wybiegający z biura świeżo upieczony urzędnik.

– Tak, tak – odkrzyknął biegnąc na ostatni pociąg.

Nrażone na ostre podmuchy wiatru, odsłonięte piersi młokosa rozpierała radość

– Tysiąc czterysta! Tysiąc czterysta i praca w Czmychnimyszce. Boże jesteś wielki!

 



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Dawno dawno temu zacząłem pisać powieść. Nie wiem, czy dobrą, ale bardzo jej początek lubiłem, a zaczynała się właśnie tak.' masz 5 komentarzy

  1. 28 sierpnia 2012 @ 12:24 pm Kejt

    Chce wiedzieć co działo się dalej!

    Reply

    • 28 sierpnia 2012 @ 10:34 pm Misiek

      Napiszę może prywatnie, ok? 🙂

      Reply

  2. 10 lipca 2017 @ 9:30 am Izabela Podlaska-Konkel

    Chcemy więcej!

    Reply

    • 11 lipca 2017 @ 8:41 pm Misiek

      Iza, najpierw musisz mi wystawić horoskop! Proszę! Tak, żebym wiedział, jak długo jeszcze mogę 🙂

      Reply


Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl