bond

Czy pójdę na kolejny film o przygodach 007?

Muszę Ci powiedzieć James, bo chyba mogę tak do Ciebie mówić po tylu latach, że mam do Ciebie odrobinę żalu. Żalu, nie pretensji. Ktoś, kto trzymał w ramionach Vesper Lynd zasługuje na mój szacunek i wyrozumiałość. James, mówię to jako Twój przyjaciel, o ile wolno mi się do ich grona zaliczać, chociaż Felix Leiter jest pewnie w tej roli bardziej przydatny. Nie powinieneś zagrać w tym filmie, nie powinieneś i to z wielu powodów. Widziałem na ekranie różne bzdury, przetrwałem nawet Prometeusza Ridleya Scotta, chociaż i wtedy, już po początkowych scenach przyleciał sęp i wyrwał mi pierwszy kawałek wątroby. Jednak nie mogę się zgodzić się na te wszystkie tanie chwyty, na te nonsensy, na jakie Ty, kluczowy agent Jej Królewskiej Mości pozwoliłeś.

Przystać na to, by największy z Twoich wrogów – Ernst Stavro Blofeld – został Twoim przyrodnim bratem? Zaakceptować wzięty z telenoweli lub taniej sagi motyw odrzuconej miłości ojca?

A kuku? Podrzucone pisklę? James, tego nawet Chuck Norris nie byłby w stanie obronić! Podobnie jak tego, że Ty amant, który poderwał nawet żonę Ringo Starra – Barbara Bach, pamiętasz, uwiodłeś wdowę, która z mężem swym dożyła diamentowych godów. Tak wiem, niektóre diamenty są wieczne, ale nawet Monica Bellucci, James, nawet ona nie jest. Czy nie byłoby dowcipniej, gdybyś jednak zdecydował się zaciągnąć do łôżka Vincenta Cassela? Żyje się przecież raz. A w Twoim przypadku – dwa razy, więc tym bardziej! Co się stało James? Gdzie się podziali Shirley Bessey, Monty Norman i John Barry? Dlaczego producentom, którzy na kolanach Blofelda posadzili najgroźniejszego kota wszech czasów, a pewnej wyjątkowej kobiecie dali na imię Pussy pozwoliłeś na to gwałcące uszy miauczenie podczas napisów początkowych w swoim ostatnim filmie? Przecież nie dla złota. Nie Ty, który ocaliłeś amerykańskie jego rezerwy w forcie Knoxx i nie wziąłeś za to ani jednej sztabki. Bo nie wziąłeś, prawda? A jednak wsiadłeś do tego niby jak zwykle zapierającego dech w piersiach auta i objechałeś Rzym w najnudniejszym pościgu, jaki pamiętam.

Byłeś w Rzymie i nie zahaczyłeś o bazylikę św. Piotra?! I to dosłownie? Przecież po Petersburgu za Orumowem jeździłeś czołgiem i rujnowałeś wszystko!

Mijałeś Watykan i nie rzuciłeś od niechcenia żadnego żartu o dziewczynach pełnych wiary? Czyżbyś się aż tak zestarzał? A może to brak niezastąpionej, jak się okazało, matczynej opieki M? Czy pójdę na kolejny film o przygodach 007? Oczywiście! Bo podobnie jak Ty wierzę w jutro, a jutro jak wszyscy wiedzą, nie umiera nigdy, ale James ani chybi tęsknię, tęsknię, za kimś, kto tak jak Ty nigdy nie chybiał.

Pozdrowienia z Rosji mój drogi Przyjacielu! Ukłony dla Moneypenny. Brzytwa, no po prostu brzytwa nie kobieta!

Z poważaniem

Michał Majczak



Jak to jest? Zarabiać na życie pisząc. Dla innych. Na zamówienie. Przez blisko dwadzieścia lat? Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy frank był po dwa złote. Byłem nawet raz, czy dwa razy w Stanach. I za każdym razem, gdy wracałem myślałem sobie, już wystarczy. Pora przejść na emeryturę i wreszcie zrobić coś dla siebie. Poszedłem do fryzjera. I założyłem bloga. Dlatego, że pamiętam lata dziewięćdziesiąte i czasy, gdy do znajomych dzwoniło się z budki. Pamiętam też osiemdziesiąte, w których budek nie było. Była za to Madonna. Czy jest sens o tym wszystkim pisać? Cóż, to chyba bardzo dobre pytanie.


'Czy pójdę na kolejny film o przygodach 007?' Brak komentarzy

Bądź pierwszy, który skomentuje ten post!

Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami?

Twój adres e-mail nie bedzie opublikowany.

copyright © misieknaantenie.pl