Daily Archives: 21 grudnia 2013

Słów kilka na temat wieczności, a więc dlaczego warto poniechać świątecznych porządków

Zaobserwowałem ostatnio kilka zmian jakich doświadcza moje ciało. Po pierwsze kokarda ze sznurka, którym obwiązuję się w pasie, bo na dresy mnie nie stać, a po pracy – w zaciszu domowym – coś zamiast garnituru założyć trzeba, jest coraz dalej od mojego kręgosłupa. Po drugie zwiększa się też przestrzeń pomiędzy moimi brwiami, a linią włosów…

Spotkać kiedyś siebie we własnej osobie.

Spotkać kiedyś w knajpie siebie, gdy miałem lat osiemnaście i próbowałem pisać wiersze duszę duszące, atramentem mrocznym z otwartych przegubów pochodzącym i powiedzieć: „Nawet nie wiesz chłopaku, jak sie cieszę, że Cię poznałem, bo dzięki temu dowiedziałem się, czego w życiu nie powinno się robić” Postawić drinka mi osiemdziesięcioletniemu, być może przy tym samym stoliku,…

conan
0

Zrobię to kiedyś, panie Conanie

Od dzieciństwa uwielbiałem fantasy. Jak większość chłopców, których tężyzna fizyczna nakazywała mieć w domu trzy piłki nożne. Wychodząc na podwórko zawsze potrzebowałem trzech. Rzucałem je na trawę i koledzy z klatki obok kopali piłki a nie mnie. Czasy były wtedy trudne. Książki fantasy można było zdobyć tylko w bibliotece. Władcę Pierścieni miało kilka osób, a…

Na pierwszy śnieg w grudniu

Wycięte w ciemności lodowatej granicie białe trójkąty lamp i reflektorów zobaczyć, wypełnione ćmami śniegu, które oszalałe na widok światła tańcem swym początek karnawału grozy ogłaszają i nie uciec do Kaliforni czy Teksasu, choćby w klapkach i szlafroku frote zbyt krótkim, by dygoczące ze strachu i mrozu łydki osłonić, i to natychmiast. Patriotyzm to, czy tchórzliwe…

Z tej mąki nie będzie chleba

Powstała ostatnio u mnie na tak zwanym kwadracie nowa piekarnia. I prawdę mówiąc odkryłem dzięki temu, że jestem konserwatystą, bo zrobiło mi się przez to smutniej. I to nie dlatego, że żal mi moich sąsiadów, którzy teraz, skuszeni promocjami, zaczną kupować pieczywo z “Grzybków”, bo taki baner nad wejściem do piekarni widnieje. O sąsiadów jestem…

Dwóch to już kompania, dwoje to wyzwanie

Schizofrenia, co za szeroki wachlarz możliwości. Pokłócić się ze sobą i na siebie w jednej chwili obrazić. Zjeść kolację w grobowej ciszy i pozwolić sobie na luksus nie komentowania tego, że czerwone wino nie pasuje kompletnie do kanapek z pośpiesznie rozsmarowanymi na nich sardynkami w pomidorowym sosie. “Przestań cholero wylizywać tą puszkę, bo się skaleczysz”…

Niby coś się zmieniło, a jednak strach pozostał, czyli muchy, pająki i szyszki

Kiedy byłem mały, bałem się much, jeśli były duże, a proszę mi uwierzyć, potrafiły w tamtych czasach być wielkości dorosłego psa i warczały nie mniej przerażająco. Pamiętam, że raz na szybie w przedszkolu zobaczyłem taką, która miała obrożę z breloczkiem, a na nim był telefon właścicieli i gorąca prośba, by pilnie zadzwonić na wypadek, gdyby…

copyright © misieknaantenie.pl